szarak@jabster.pl


Wpadka polskiej wersji google readera - Niechciane subskrypcje.

Wpis na 1. poziomie, wysłany 09 maja 2008 o 15:04:59

Od jakiegoś czasu używam google readera do czytania newsów. To bardzo przyjemna aplikacja, szczególnie jak nie musisz jej oglądać :D A w taki właśnie sposób jej używam.

W google reader jest taki przyjemny feature - tworzysz (no, zbyt poważnie to brzmi - przeciągasz) przycisk na panel w przeglądarce i od teraz kliknięcie go przeniesie Cię do następnego nieprzeczytanego artykułu. Do FF dorzuciłem sobie google reader notfier, który zmienia ikonkę zależnie od tego czy są nowe artykuły. Ot proste, ale skuteczne.

Wszystko pięknie, ale... Wspaniały google reader ma możliwość współdzielenia artykułów. Czyli po prostu możemy oznaczać je jako Ciekawe dla innych, a inni mogą subskrybować nasze tak właśnie oznaczone pozycje.

Po zaimportowaniu kanałów z innego czytnika zauważyłem, że otrzymuję sporo artykułów które nie pochądzą z moich kanałów. Wyświetlają się na liście, a należą do ... "elementy udostępniane przez użytkownika Ludwik".

Ludwiku, Ludwiku. Jakim cudem niepostrzeżenie wciskasz mi się w moje subsrypcje? :) Szybka rada ludwika - to przestań mnie subskrybować. Łatwo powiedzieć, gorzej wykonać - nie da się. W polskiej wersji google readera nie ma możliwości zarządzania takimi obserwowanymi użytkownikami. Ta część opcji nie wyświetlała się. Nie miałem w ogóle linka do sekcji "Friends" o której mówił.

Szybka zmiana języka na angielski odkryła przede mną zupełnie nowe możliwości. Nowe menu pozwoliło skutecznie pozbyć się niechcianych (1 artykuł o lifehackingu na miesiąc to dla mnie wystrczająco dużo. 20 tygodniowo to za dużo :) ) subskrypcji.

Niesmak jednak pozostał. Google reader automatycznie na podstawie (jak się domyślam) książki adresowej dodał mi obserwowanych użytkowników i pozbawił możliwości anulowania subskrypcji :( I weź tu używaj polskich wersji ... :)

1 komentarz | Gadżet Internet |

Komputer zdalnie sterowany

Wpis na 0. poziomie, wysłany 20 marca 2008 o 23:54:06

Dzisiaj znów o rzeczach związanych z bluetooth’owymi pierdołami.


Anyremote: oprogramowanie do sterowania komputerem przez telefon komórkowy za pomocą bluetooth. Opcja bluetooth nie jest jedyną, projekt chwali się możliwościa sterowania przez irdę, wifi, przez internet – oczywiscie tez przez aplikację w java, jeśli komputer jest widoczny z zewnątrz, oraz przez interfejs web…

Dostępne są graficzne nakładki, ganyremote i kanyremote które mocno ułatwiają sprawę – w końcu jesteśmy leniwi – przecież nie chce nam się nawet sięgnąć do komputera… ;p

Co w nim fajnego czego inne programy nie mają: z paczuszką, którą zainstalowałem (nie ma go w repo Debiana, ani Ubuntu, lecz są ładne paczuszki na stronie projektu) było już sporo napisanych configów dla różnego oprogramowania. Z tego co widzę, program nie wyświetla configów (pluginów? :P) do softu którego nie mamy zainstalowanego. Pluginy/configi są całkiem proste i lektura tych przykładowych pozwala na napisanie swojego bez sięgania po dokumentację, lecz prawdopodobnie to nie będzie konieczne.


Możliwości tego oprogramowania są całkiem spore. Po stronie komputera możliwa jest każda akcja, jeśli tylko da się ją przedstawić za pomocą polecenia systemowego, lub naciśnięcia klawisza ;) W konfigu możemy zdefiniować sobie ikonki jakie będą przypisane poszczególnym klawiszom w aplikacji javowej (postaram się pokazać to na zdjęciach). W tym samym miejscu definiujemy wszelkie akcje klawiszy.


ganyremote

Ok, mamy już skonfigurowany soft po stronie komputera (chociaż prawdopodobnie dołączone z nim konfigi będą działać ładnie). Teraz komórka. Wrzucamy plik .jar z aplikacją na telefon. Ja zainstalowałem plik .deb z odpowiednimi pliczkami (takie troche dziwne … pakiet z paroma plikami i to nawet nie na kompa… ;p).


ganyremote


Teraz, mając uprzednio włączony anyremote (uruchomiliśmy ganyremote) uruchamiamy aplikację w JAVA, wybieramy urządzenie z którym mamy się połączyć i dalejmy connect. Ach, byłbym zapomniał. Zakładamy, że komórka z komputerem jest już sparowana (innym programem). Powinien wyświetlić się nam ekran z niebieskimi, pustymi przyciskami odzwierciedlającymi odpowiednio klawisze [123456789*0#].


ganyremote

Jeśli widzisz wyjątek wyrzucony przez javę pod przyciskami, nie przejmuj się jeszcze :). Teraz w aplikacji graficzne odpalamy jeden z konfigów (zaznaczamy i wybieramy „run”). Po wczytaniu w naszej komórce powinny pojawić się ikonki klawiszy wyświetlanych na ekraniku (chyba, że ten konfig nie ma ich ustawionych, wtedy będzie ikonka domyślna). Obsługa jest prosta.


ganyremote

Wciskasz odpowiednio klawisze komórki, bądź wybierasz je joystick’iem na wirtualnej klawiaturze. Wszystko powinno działać szybko i bezboleśnie.

Ciekawą funkcją, która bije na głowe typowe piloty, jest możliwość nie tylko np. oglądania tytułu aktualnie odtwarzanego utworu na wyświetlaczu komórki, ale także np. wybranie filmu w telefonie!

Taka obsługa jest dobra nie tylko dla leniwców/do kina domowego. Można przecież podłączyć pod to dowolne aplikacje. Ja np. ciesze się, że na następnej imprezie będę mógł zmieniać i wybierać piosenki, ściszać itp. gdy komputer będzie zablokowany przed niepowołanym, pijanym dostępem ;) ba, mogę być nawet w innym pokoju, pijąc piwo u sąsiadów kontrolować muzykę :)

ganyremote
ganyremote

Dla projektu wbrew temu co wcześniej myślałem jest sporo alternatyw. Wymienię tylko krótko jedną z nich: Bluepad. Projekt ładne zobrazowany na ich stronie, więc nie będę się już rozpisywał. Z różnic: w bluepad możemy wybierać akcje/klawisze wykonywane na komputerze w menu aplikacji na telefonie! Niestety miałem spore problemy ze stabilnościa tej aplikacji. Dodatkowo na korzyść anyremote przekonała mnie możliwość szybkiej zmiany konfiguracji pod różne aplikacje, jakiej w bluepad nie było.

Dodaj komentarz | *nix Gadżet gnome Techblog |