Wpis na 1. poziomie, wysłany 25 maja 2007 o 19:00:22
Jako, że często ludzie nie wiedzą z czego wyniakają problemy częstochowskich studentów, postanowiłem subiektywnie opisać pewne fragmenty zdarzeń z ostatnich lat. Może to pozwoli wyjaśnić sytuację osobom spoza naszej uczelni. Nie miałem zamiaru tym tekstem nikogo atakować, ani obrażać, a jedynie opisać sytuację swoimi słowami, przedstawić tło dla dzisiejszych wydarzeń.
Zadyma. Kilka lat temu, podczas częstochowskich juwenaliów, grupa ludzi (zaznaczam – nie byli to studenci, były na to dowody, filmy, ale cóż...) rozpoczęła zamieszki. Skończyło się m.in. na palącym się śmietniku na środku drogi i interwencji Policji.
Konsekwencje. Ciekawe jest, że za całe zajście wini się studentów i po dziś dzień wyciąga się od nich konsekwencje. Zacznijmy od juwenaliów w ostatnich latach:
Wygląd juwenaliów się zmienił, nie były już tak radosne, nie miały rozmachu. Odbywały się w zamkniętym terenie, na który nie można było wnosić alkoholu, ani kupić wewnątrz. Frekwencja na koncertach była kiepska, ludzie podczas sporej cześci występów woleli wypić piwo przed akademikiem i zjeść kiełbaskę z grilla, niż oddać swój browar przed wejściem na koncert. Wtedy też zaczął się nowy styl w organizacji juwe – na ostatnią chwilę – w myśl zasady „inne uczelnie już skończą, my zaczniemy”.
Prohibicja.
Radni naszego Wspaniałego Miasta postanowili wprowadzić prohibicję. Ciekawe w dzisiejszych czasach, prawda? Mi to słowo kojarzy się z powstaniem silnych organizacji przestępczych w, o ile pamiętam z historii, pierwszej połowie 20 wieku w USA. Częstochowa uznała, że to pomoże „zapijaczonym studentom”. Do czego to doprowadziło? Otóż:
- Studenci nie mieli się gdzie podziać, nie mogli spokojnie wyjść sobie z akademika na piwo.
- Pozamykano lokale, bo niby co mieli sprzedawać. Pojawiło się pełno bud z hamburgerami itp. ale ile można tego świństwa jeść? Co powiesz koleżance – „skoczymy na piwo?” czy może „skoczymy na hambuksa?”.
- Niektóre lokale przeniesiono dalej, tam gdzie odległość jest odpowiednia ;p Adres inny… Ale czy to jest to samo? Pewnie właściciele zadowoleni nie są, w końcu chodzili tu nie tylko studenci, ale i ludzie z miasta. Teraz na Dekabrystów (bo o tej ulicy mowa) nie ma nic. Ludzie pewnie przenieśli się do lokali w okolicach alej. Koło kościoła to można chlać, ale koło akademika nie ;) Ciekaw jestem jak bardzo wdzięczni są właściciele lokali w centrum, za prohibicję na Dekabrystów.
- Absurdy – mieszkając w bloku przy ulicy Nałkowskiej podczas każdego łyku piwa narażasz się na kary! Przecież na tym terenie też jest prohibicja! :) (mimo, iż są to bloki, w których mieszkają ludzie często w ogóle z uczelnią nie związani).
- Pawilony (to w nich mieściła się większość lokali) teraz tylko śmierdzą tanim winem i tanim jedzeniem. Studenci tam nie chodzą, bo po co? Posiedzieć w pustym, brudnym miejscu? Już wolimy swoje pokoje w akademikach :) Mimo wszystko, wciąż widać wypowiedzi (prawdopodobnie) zwolenniczek Wrony, które w wywiadach do gazet mówią, że „wiadrami wybierają strzykawki po narkotykach z piaskownic” ... podobno nawet powodują to studenci! Tylko po co? Maja przecież mają swoje tereny, nic ciekawego nie znajdą na osiedlu, najwyżej mogliby dostać po głowie. Żaden z moich kolegów nie zostawia po sobie kupek strzykawek po narkotykach. Co najwyżej puszkę po piwie. No, ale co poradzić, jak w tym mieście głos mają łatwo manipulowalne osoby w moherowych mundurach, wiecznie na służbie, z przerwą na różaniec przy mszy z Radia Maryja.
Policja na „Platzu Głópich Zabaff”. Teren uczelni, jest terenem autonomicznym. Nie ma (ja nigdy nie widziałem) żadnej straży akademickiej. Policja by interweniować musiała mieć zgodę rektora. Kilka lat temu, po felernych juwenaliach, uczelnia wprowadziła porozumienie z policją, na zasadach którego policja mogła wchodzić na teraz miasteczka. Oznaczało to, że od tamtego momentu, za picie alkoholu w tym miejscu groziły kary takie, jak w każdym innym uznawanym za publiczne. Policja mogła wejść w każdej chwili. Oznaczało to też ewentualne kary za grillowanie. To poważny cios dla miesteczka akademickiego. W lecie wyjście z piwkiem na kiełbaskę było częstym sposobem relaksu po ciężkim dniu na uczelni.
Ogólne niezadowolenie. Sprawy studenckie bardzo często łączone są z częstochowskim prezydentem. Nie jest on lubiany i nie dziwota. Mówi o nas słodko „zapijaczeni studenci”. Utrudnia nam życie wspomnianą prohibicją ;) Teraz z innej beczki. Trzeba powiedzieć, że w sprawach związanych z juwenaliami nasze uczelnie (dwie większe, PCz i AJD) niezbyt się dogadywały. Pewnie juwe wyglądały by lepiej, lecz niestety nie udało im się połączyć sił. Juwenalia AJD były przez gazety porównywane do dni sportu ;p No, trudno. Inne sprawy pozostawie niedopowiedziane, zostawie je lokalnym politykom i władzom. Powiem tylko, że wpadek władz uczelnianych jest sporo, ostatnia, która mną poruszyła, to sprawa Pana Egemana.
Obecnie. No to teraz weźmy się za to co działo się w tym roku. Nie mogę się powstrzymać, żeby tego nie napisać – byłem w krakowie na juwe i tam po prostu cudo. Wszystkie uczelnie z miasta razem, władze miasta wspierają imprezę. Juwe pełną gębą. Koncerty głównie na zamkniętym terenie, ale sponsorami były browary i z alkoholem nie było wewnątrz problemu. Otóż gdy wszystkie uczelnie w Polsce skończyły już juwenalia nasz samorząd przypomniał sobie, że trzeba złożyć jakieś dokumenty i zacząć coś organizować. Starają się, ale wiele rzeczy można im wytknąć, zostawmy to do oceny studentom. Z całej tej akcji organizacyjnej wyciągnęliśmy (my, studenci) prosty wniosek: juwe nie będzie, a nawet jeśli się uda, to będą raczej smutne i liche. Nikt nie krył niezadowolenia, bo do zaistniałej sytuacji przyczyniały się rzeczy które opisałem powyżej. Koledzy wpadli na pomysł pokazania swojego niezadowolenia. Dlaczego mamy siedzieć cicho? Chcemy poprawy!
UdaneFelerne koszulki. Powstał projekt koszulek juwenaliowych. Z przodu klepsydra i napis „z głębokim żalem, żegnamy Juwenalia 2007, marzenie o nich na zawsze pozostanie w naszych sercach”, z tyłu napis „Częstochowa” w kajdanach, kruk, ksiądź i moherowa babcia. Pod spodem przekreślony grill i piwo. Okazało się, że zainteresowanie nimi przerosło oczekiwania. Szybko uzbierało się ponad 300 zamówień. Niestety, rektor (pani kanclerz?) dowiedział się o tym pomyśle. Widział stronę internetową z zamówieniami umieszczoną na prywatnym koncie studentów na serwerze maluch.pcz.pl. Zaraz zaczął się raban. Treści przedstawione na koszulkach okazały się dla rektora „zawierające treści obraźliwe i wykraczające poza ogólnie przyjęte normy etyczne”. Ciekawe który fragment dokładnie uznał za obraźliwy … hmm. Nie ważne, lećmy dalej. Pomijając to, czy treści te były nieetyczne, czy nie, zablokowanie ich wymagało jedynie skontaktowania się z jednym z administratorów serwera (w tym dniu gdybym dostał email, bądź telefon mógłbym zareagować w 5 minut). Została jednak podjęta decyzja o wycięciu całego akademika od internetu (serwer ze stroną jest serwerem akademika Maluch). To nic, że w akademiku korzysta z internetu blisko pół tysiąca osób i że szykują się do sesji (ciężko pewnie było, zwłaszcza gdy wziąć pod uwagę, że spora część mieszkańców studiuję informatykę). Inicjatorzy koszulek (zainteresowanie wokół koszulek wzrosło po tym incydencie wielokrotnie!) mają nieprzyjemności, wkrótce się bronią ... wycofali się z organizowania koszulek, w nadzieji, że uda im się w skończyć studia w spokoju. Już pojawiły się głosy osób prywatnych (często absolwentów, niezwiązanych już z uczelnią), że chcą sami zrobić sobie podobne koszulki. Po dniu internet w akademiku wrócił, jednak do dziś nie jesteśmy dostępni z zewnątrz – cała strona akademika, a przecież nie była związana z ta akcją (trick: nie jest wycięta strona w szyfrowanym połączeniu: patrz tutaj). To, że „obraźliwa” strona dawno jest zablokowana nie miało dla władz znaczenia. Szkoda …
To tylko po krótce ( ;p no, prawie) opisane tło wydarzeń. Sam to interpretuj, większość moich znajomych najchętniej by stąd uciekła, wstydzą się uczelni i miasta. Dzisiaj widzę, jak informacja o cenzurze (bo tak to się nazywa) krąży po Polsce, dostaje informacje, że czytają o nas w Warszawie, Toruniu, Krakowie, Wrocławiu … Nie dajcie się ludziska.